Autentyczna historia osoby, która wygrała milion w Dużego Lotka. Blog opowiada o tym na co została wydana kasa za wygraną i jak zmieniło sie życie szczęśliwca .
RSS
środa, 20 listopada 2013

Moje życie osobiste i zawodowe początkowo nie układało się zbyt szczęśliwie. Z momentem wygrania milionów przez rodziców postanowiłam, że matura będzie ostatnim etapem mojej edukacji. Nigdy nie ciągnęło mi szczególnie do książek. Z czasem pojawiła się jednak nuda nic nierobienia i postanowiłam przynajmniej znaleźć jakieś zajęcie. Otworzyłam odzieżowy sklep franczyzowy w modnym centrum handlowym. Niestety mój entuzjazm wygasł po kilku miesiącach, gdyż czynsz trzeba płacić co miesiąc, pracy było dużo, a zyski z tego prawie żadne. Poza tym ciągle okradali mnie pracownicy.Dlatego też zamknęłam biznes równie szybko jak go otwarłam.

Jednak chociaż biznes skończył się klapą, to osiągnęłam swój pierwszy sukces życiowy, gdyż poznałam w naszym sklepie przyszłego męża (pierwszego).

Kupował u nas bluzę dresową i parę dżinsów. Kolejnego dnia przyszedł ponownie, zaprosił mnie do klubu i było fajnie.

Było, nie było, wzięliśmy szybko ślub ( z miłości), rozwiedliśmy się równie szybko ( z nienawiści, pijaństwa, zdrady, uzależnienia od internetu i braku umiaru w wydawaniu moich(!) pieniędzy.)

Moja matka męża nie akceptowała, co miałam jej za złe przez dwa lata, potem jednak się z nią zgodziłam.

Obecnie po latach tułaczki w Warszawie wróciłam do rodzinnego miasteczka - do mamy.

Mieszka z nami starszy bezrobotny brat, młodsza siostra nadal wydaje pieniądze w stolicy.

Jestem jednak bardzo szczęśliwa, gdyż wyszłam ponownie za mąż - za byłego chłopaka. Może ktoś go pamięta, był ze mną na balu maturalnym. Udało mi się nawet to zrobić w kościele- pierwszy mąż był niewierzący, a ja nie nalegałam. Dzięki temu na drugim ślubie miałam piękną drogą sukienkę i chór.

Nie planuję nigdy pracować i uczyć się. Urodzę 2 dzieci i będę odpoczywać całe życie. Dom się kiedyś sprzeda, pieniążki wrócą, mąż zarabia, ja wydaje.

Do zobaczenia za kilka lat:)

00:11, anmira555
Link Komentarze (8) »

Jeżeli chodzi o nasz stan posiadania po ponad 5 latach od wygrania w lotto wygląda to następująco. Obecnie cały czas mamy dom pod Warszawą, który jest warty z kilka milionów i w którym niestety nikt z naszej rodziny już nie mieszka. Koszty jego utrzymania są bardzo duże, a nasze dochody mizerne, dlatego też dom aktualnie jest wynajmowany.  Rodzice po jakimś czasie wrócili do dawnego miasteczka, lecz decyzja ta nie wydawała się być rozsądna, zwłaszcza, że ostatecznie sprawa się wydała i rodzice stali się źródłem zazdrości sąsiadów. Śmierć taty nie zamieniła fali zazdrości w falę współczucia, gdyż każdy uważał, że bycie bogatą wdową jest i tak lepsze, niż życie z marnej pensji w biednym miasteczku w pełnej rodzinie.

Na koncie po śmierci taty zostało bardzo niewiele- bo jakieś 300.000. Niestety moja mama nie zrozumiała, że część tych 300,000 oraz część domu należy mi się w spadku po tacie, dlatego zostałam zmuszona wraz z siostrą powalczyć z nią w sądzie.

Sprawa skończyła się małym kompromisem- dostałam wypłatę mojej części pieniędzy, niestety na skonsumowanie należnej mi części domu nie mam na razie szans, gdy nikt  nie chce go kupić.

Postanowiliśmy bowiem zgodnie- za pośrednictwem adwokatów- żeby dom wspólnie sprzedać, co oszczędzi nam kosztów i kłopotów. Pech jednak sprawił, że taki wyjątkowy dom wymaga wyjątkowego kupca, a jako że ciężko znaleźć drugiego milionera z Lotto, ewentualnie jakiegoś bogatego celebrytę., to niestety musimy poczekać. Liczę jednak na to, że wkrótce los znowu nam dopiszę, gdyż moje oszczędności kurczą się dramatycznie i żyjemy aktualnie na pewnym poziomie tylko dzięki pieniądzom z wynajmu.

Przypomniało mi się jeszcze, że tata miał kiedyś fajny drogi samochód. Samochód jednak został sprzedany a pieniądze się rozeszły szybko, nie pamiętam nawet na co. Autko sporo straciło na wartości, kilkuletnie nie miało już dla nas uroku nowości, a nowsze niestety nie było nas już stać.

00:11, anmira555
Link Komentarze (2) »

Dzisiejsza listopadowa szaruga za oknem nastawiła mnie bardzo refleksyjnie i spowodowała, że zaczęłam sobie myśleć o przeszłości.

Przypomniał mi się blog, który porzuciłam przed laty w środku opowiadania i do którego mimo solennych obietnic nie udawało mi się powrócić.

Od kilku dni leżę sobie w łóżku chora i klikam, klikam, klikam. Natknęłam się na jakiś stary komentarz w którym ktoś zapowiedział, że moja historia z pewnością skończy się tragicznie.

Ponieważ od zawsze nie zgadzałam się z takim stwierdzeniem, myślę, że nadszedł czas, żeby oficjalnie zaprotestować.

Ale jakie jest prawdziwe zakończenie?

Historia została spisana w 2008 roku, a dotyczyła okresu jeszcze trochę wcześniejszego. Minęło więc już sporo lat od tego dnia, w którym życie mojej rodziny zmieniło się całkowicie.

Moja rodzina nie jest już pełną rodziną, tata zmarł bowiem kilka lat temu. Niestety długo nie nacieszył się szczęściem i bogactwem. Tata jakiś czas po wygranej odkrył w sobie ciekawość świata i rozpoczął turnee po świecie, ograniczając się ostateczne głównie do all inclusive w hotelach w Egipcie. Tata co prawda raz wyjechał też na wycieczkę zagraniczną do Brazylii, ale tam mu się nie podobało, bo było brudno i niebezpiecznie i wcale nie było tak pięknie jak na folderach.  A w hotelach w Egipcie było dobre jedzenie alkohol i plaża. I czego człowiek mógł chcieć więcej?

Tata był bardzo szczęśliwy, niestety po dwóch latach zachorował na raka żołądka. Zmarł po kilku miesiącach. 

Ta smutna sprawa miała swój ciąg dalszy w sporze w rodzinie. Przez 2 lata trwało postępowanie spadkowe w sądzie, w wyniku czego podzieliliśmy spadek.

Z moją mamą od śmierci taty przez dłuższy czas nie rozmawiałam, gdyż chciała mnie okraść z należnej mi części spadku, o czym za chwilę opowiem.

Generalnie jednak moje życie od czasu wygranej uważam za bardzo szczęśliwe. Co prawda mój tata umarł, ale stałoby to się pewnie także, gdyby nie wygrał milionów.

Z matką się pokłóciłam, ale każdy się przecież kłóci z rodziną. Zwłaszcza, gdy nie podziela ona naszego entuzjazmu co do wybranej drogi do szczęścia polegającej na wyborze męża,a także chce mi zablokować możliwość wydawania pieniędzy, chociaż ta czynność jest  tak wyjątkowo przyjemna.

Ciąg dalszy. prawdziwe zakończenie cz 2

 

 

 

 

 

 

 

 

00:10, anmira555
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 lutego 2012

Pozdrawiam wszystkich zaglądających na  stronę przy okazji najbliższej kumulacji w lotto. Przy okazji ostatniej kumulacji zaglądało tu średnio 1000 osób dziennie. Ciekawe ilu będzie teraz?

A tak już chciałam tego bloga porzucić... Powodzenia!

 

CDN.

11:24, anmira555
Link Komentarze (13) »
sobota, 08 października 2011

Ostatni wpis był niemal 3 lata temu.

Od tego czasu wiele się zmieniło. Gdy zaczęłam pisać bloga, była to w miarę świeża historia. Zaraz po jej opublikowaniu, zaczęłam dostawać dużą ilość maili od różnych osób. Były to między innymi prośby o pomoc finansową, pytania o mojej prywatne życie, propozycje spotkania. Miałam też oferty od najróżniejszych dziennikarzy prasowych i telewizyjnych. Niektóre osoby zaczęły wobec mnie kierować bardzo ostre zarzuty.

Wszystko to mnie psychicznie przerosło i postanowiłam czasowo zawiesić bloga.

Może niektórzy pamiętają, że na blogu było jeszcze kilka wpisów. Wobec eskalacji ataków w stosunku do mnie, postanowiłam je jednak usunąć, napisałam też, że historia była fikcyjna. Miałam nadzieję, że to wyciszy trochę sprawę, ludzie zapomną, a historia pozostanie w sieci jedynie ku przestrodze.

Jak mówią statystyki na bloga nadal wchodzi bardzo dużo osób. Przy okazji ostatniej kumulacji w Lotto jednego tylko dnia odnotowano na nim ponad 1000 odwiedzin.

Moje emocje ucichły, życie się toczy dalej, chociaż nie zawsze w tym kierunku w jakim to sobie wymarzyłam.

Postanowiłam dokończyć historię. Może wpisy nie będą się ukazywać w wielką regularnością, ale postaram się od czasu co czasu coś  tutaj napisać.

 

Kolejny odcinek- co się działo ze mną po ostatnim odcinku bloga sprzed 3 lat.

poniedziałek, 03 października 2011

Wracam. Nowe wpisy już wkrótce.

11:38, anmira555
Link Komentarze (5) »
sobota, 08 listopada 2008
O wydawaniu pieniędzy cz.II

Życie w nowym domu toczyło się miło i bezstresowo. Nastąpił niezwykle przyjemny czas nic nie robienia. Mama pojechała do SPA regenerować siły na przyszłość. Tata całymi dniami chodził po sklepach z gadżetami i zastanawiał się, co jeszcze by kupić. Wieczory spędzał przy piwie i telewizorze. Wspólnie z siostrą chodziłyśmy po sklepach, a także odkrywałyśmy wielkomiejskie dyskoteki w celu poszukiwania materiału na właściwego chłopaka.

Po pewnym czasie jednak kupowanie nieco mnie znudziło. Miałam już fajne ciuchy i nową fryzurę. W sklepach było tyle ciekawych rzeczy, że nie sposób kupić wszystkiego. Zastanawiałam się, co robić dalej, żeby nie było mi nudno. Na studia nie pójdę, bo nienawidzę się uczyć. Do pracy nie pójdę, bo nie lubię pracować. Zresztą po co mam zarabiać pieniądze, skoro jestem bogata? Jednak zbliżająca się nuda nieco mnie niepokoiła.

Mama wróciła ze SPA upiększona i wypoczęta. Tata bardzo się ucieszył z powrotu żony, bowiem samotne wieczory przy piwie zaczęły go nużyć. Pokazał mamie nowe gadżety, które kupił podczas jej nieobecności. Mama za to miała nadzieję, że tata doceni jej nowy wygląd. Jak się jednak okazało mama nie wykazała szczególnego zainteresowana gadżetami, a tata nie zauważył, że mama ma nowe tipsy. W rezultacie tata obraził się na mamę, a mama na tatę i zapanowała w domu atmosfera, której bardzo nie lubię. Co gorsza okazało się, że gosposia, którą kupiliśmy razem z domem, gotuje nie w guście taty. Kucharka preferowała modną kuchnię fusion, a tata chciał na obiad kotlety schabowe z ziemniakami i surówką. Kucharka powiedziała, że ona nie będzie robić kotletów, bo elita tego nie jada. Mama także kategorycznie odmówiła gotowania, bowiem obieranie ziemniaków zepsułoby jej tipsy.

Podobał mi się mój nowy dom i nowe życie. Tęskniłam jednak za kuchnią mamy.

Kolejny odcinek: jak tata szukał pracy dla milionera

12:55, anmira555
Link Komentarze (41) »
piątek, 07 listopada 2008
 O przyjemności wydawania pieniędzy.

W rodzinie zapanowała atmosfera ogólnego podniecenia. Tata obejrzał kilka nieruchomości i wreszcie znalazł piękny dom, w sam raz na nasze potrzeby. Sąsiedztwo okazało się doskonałe, wyposażenie luksusowe, a dom był sprzedawany nawet z gosposią i ogrodnikiem. Mama pojechała dom obejrzeć i wróciła zachwycona. W związku z tym zapadła decyzja o kupnie. Tata załatwiał formalności, a mama powoli przygotowywała się do przeprowadzki.

Ja także byłam podekscytowana. Doszło nawet do tego, że już w ogóle nie mogłam skupić się na nadchodzącej maturze. W głowie miałam tylko plany co do zakupów, które zrobię zaraz po tym, jak wyprowadzimy się z tej zaściankowej miejscowości.

Matura jak wiecie nie poszła mi szczególnie. Myślę, że zdając ją miałam i tak ogromne szczęście. Nauczyciele moje kiepskie wyniki zrzucili na karb planowanej przeprowadzki do Irlandii. Generalnie wszyscy mi współczuli, bo uważali, że to nieładnie ze strony rodziców, tak odrywać nas od korzeni i wywozić w nieznane.

Tata załatwił wszystkie formalności i mogliśmy się przeprowadzać. Akcja ta także wymagała pewnego kamuflażu. W ostateczności zostawiliśmy wszystkie meble i zabraliśmy ze sobą tylko najpotrzebniejsze rzeczy.

Pierwsze dni po przeprowadzce były najwspanialszymi dniami w naszym życiu. Dom był rzeczywiście przepiękny, miał 450 metrów i basen. Kupiliśmy go z pełnym wyposażeniem. Wnętrze było zaprojektowane przez architekta, który zadbał o to, żeby wszystko wyglądało odpowiednio dostojnie i bogato. Tata chodził po domu podekscytowany i radosny, ciesząc się co chwila nowymi gadżetami. Kilka dni po przeprowadzce zakupił sobie najnowszą zabawkę, wspaniały samochód za blisko 500.000 zł. Ponieważ miał dwa garaże, w najbliższym czasie postanowił  kupić kolejne auto na zakupy. Nie chciał jednak podejmować pochopnych decyzji, dlatego dał sobie miesiąc na przemyślenie marki i modelu.

Ja także cieszyłam się z uzyskanego bogactwa i wolności. Poszłam z siostrą na zakupy i jednego dnia wydałam 10.000 zł. Kupiłabym więcej i drożej, ale jednego dnia nie dało się wszystkiego przymierzyć i zabrać. Przyjemność, jaką daje wydawanie dużych pieniędzy, trudno opisać. Wszyscy patrzyli na mnie z szacunkiem i zazdrością. Byłam w prawdziwej ekstazie i nic nie mogło zmącić mojego poczucia zadowolenia.

Kolejny odcinek: o wydawaniu pieniędzy cz.II

 

17:52, anmira555
Link Komentarze (22) »
 

Wyprowadzka i smutny wątek miłosny.

Tata złożył wypowiedzenie z pracy. Decyzja ta spotkała się z ogromnym zdziwieniem współpracowników. Na potrzeby wypowiedzenia wymyśliliśmy bajeczkę. Bajka była o tym jak to kolega załatwił tacie dobrze płatną pracę w Irlandii. Żeby tata nie czuł się tam samotny, to zabiera ze sobą rodzinę. Do Polski wróci jak się dorobi. Nie wiem czy opowieść wyglądała wiarygodnie. Miałam wrażenie, że nie wszyscy nam uwierzyli. Poza tym bajka miała także swoje słabe strony. Przecież i tam 500 km dalej może ktoś nas bez problemu odnaleźć. W dzisiejszych czasach nie można być do końca anonimowym. No ale cóż, przynajmniej wtedy możemy powiedzieć, że dorobiliśmy się w Irlandii. W każdym razie, każdy z nas czuł, że i ta historia ma swoje słabe punkty i jak się potem okaże, nasze przeczucie nas nie myliło.

W najbliższym czasie miała odbyć się także studniówka. Dzisiejsze studniówki mają dwa wymagania - trzeba mieć świetną sukienkę i fajnego chłopaka u boku. Na sukienkę było mnie stać, a chłopak był jeszcze z czasów przedtotolotkowych. Studniówka była świetna, doskonale się bawiłam. Po studniówce dopadła mnie pierwsza smutna refleksja- skoro się wyprowadzam, to koleżanki i chłopaka także trzeba będzie zostawić. Pocieszałam się, że znajdę lepsze koleżanki i nowego chłopaka. Skoro będę świetnie ubrana to na pewno znajdę jakiegoś wspaniałego mężczyznę. Poza tym jestem jeszcze bardzo młoda i do chłopaków nie można się przywiązywać. Spotkam ich w życiu co najmniej kilku i z pewnością wybiorę najwłaściwszego.

Niestety sprawa chłopaka nadal mnie gryzła, zwłaszcza, że on zrobił się bardzo smutny i markotny. Dopytywał się, gdzie dokładnie wyjeżdżam do tej Irlandii. Musiałam się nieźle nagimnastykować, wreszcie podałam jakąś miejscowość, którą znalazłam na mapie. Pomimo tego, że w najbliższym czasie czekały mnie wielkie wspaniałości, w sercu nadal gościło zwątpienie.

W międzyczasie mój tata namierzył jakiegoś pośrednika nieruchomości. Pierwsi z którymi rozmawiał nie potraktowali mojego ojca poważnie. Jeżeli ktoś dzwoni z małej dziury w Polsce i mówi, że szuka domu za minimum dwa miliony, to nie dla każdego brzmi wiarygodnie.

Za to jeden człowiek z bardzo znanej agencji nieruchomości w Polsce powiedział: pomogę Panu, niech Pan przyjeżdża obejrzeć, chyba mam dla Pana coś odpowiedniego.

Kolejny odcinek : o przyjemności wydawania pieniędzy

14:35, anmira555
Link Komentarze (7) »
 

Plan działania, czyli jak umiejętnie wydać miliony.

Wrzawa w miasteczku na temat wygranej trochę przycichła. Sąsiedzi zgodnie wytypowali kilku mieszkańców, którzy mogli wygrać miliony. Podejrzewana była głównie jedna rodzina, która znienacka wymieniła dach, wstawiła okna ze złotymi szprosami oraz postawiła nowy płot z klinkieru. W kręgu podejrzeń pozostawał także młody nauczyciel angielskiego, który ostatnio kupił sobie nowy samochód. Auto co prawda nie było aż tak bardzo eleganckie, ale sąsiedzi doszli do wniosku, że młody człowiek po prostu się kamufluje. W każdym razie nikt nie kupi sobie takiego samochodu za korepetycje z języka angielskiego. W mieście nastąpiła atmosfera przyczajenia powiązanego z dalszą dyskretną obserwacją. Moich rodziców jednak nikt nie podejrzewał. Na fali współczucia za mizerny wygląd tata nawet dostał w pracy premię uznaniową.

Rodzice mogli teraz w spokoju sporządzić plan działania. W domu toczyły się długie dyskusje i pojawiały się nowe pomysły. Starły się ze sobą dwa całkowicie wykluczające poglądy - pierwszy - żeby się ujawnić, drugi - żeby zniknąć z oczu wszystkim, którzy mogliby nam zazdrościć. Ujawnienie się wiąże się z ogromnym ryzykiem, sąsiedzi najprawdopodobniej nas znienawidzą, znajdziemy fałszywych przyjaciół, staniemy się źródłem pożyczek dla rodziny, a być może także zostaniemy namierzeni przez lokalnych bandytów. Czy rozkosz wydawania pieniędzy wynagrodzi nam te stresy i udręki?

Po długiej i trudnej dyskusji pozostała nam tylko druga opcja - trzeba się całkowicie utajnić nie rezygnując z przyjemności wydawania pieniędzy. Po prostu trzeba się przeprowadzić i zamieszkać wśród ludzi, którzy mają taki wysoki status społeczny jak my. Wtedy nikt nam nie będzie zazdrościć pięknych samochodów, wanien z hydromasażem, elektronicznego sterowania domem oraz wakacji w Australii. Trzeba się po prostu przenieść tam, gdzie luksus jest normą.

Powstał szybki plan działania. Tata zrezygnuje z pracy i zacznie szukać odpowiedniego domu 500 km stąd. Do czasu znalezienia domu pozostaniemy utajnieni, a ja postaram się jakoś zdać maturę.

Kolejny odcinek: Wyprowadzka i smutny wątek miłosny.

11:56, anmira555
Link Komentarze (8) »
czwartek, 06 listopada 2008
 

Jak wyglądały nasze pierwsze tygodnie po odbiorze nagrody.

Tata naprawdę bardzo poważnie się rozchorował. Najpierw wyglądało to na zwykłe przeziębienie, potem okazało się, że jest to coś grypopodobne. Po kilku dniach zaczęły się wymioty. Tata nic nie jadł przez tydzień, wreszcie bezradni lekarze zabrali go do miejscowego szpitala. Biedny i wychudzony zdecydowanie nie wyglądał na szczęśliwego milionera. Pobyt w szpitalu przeciągnął się do dwóch tygodni. W szpitalu odwiedzili go nawet współpracownicy i szef. Ojciec pomyślał że jest z nim bardzo źle, bo powszechnie wiadomo, że w szpitalu odwiedza się tylko tych, którzy znajdują się już jedną nogą na tamtym świecie. Z pewnością byłaby to bardzo przykra sprawa, tata bowiem nie zdążył nacieszyć się milionem, za wygrane pieniądze nie kupił sobie nawet piwa. W związku z tym postanowił zrobić wszystkim dowcip i szybko wyzdrowieć. Pomogli mu tym lekarze, którzy wreszcie zdiagnozowali u taty jakąś rzadką bakterie i skierowali przeciwko niej odpowiednią broń. Tatuś wyzdrowiał i wrócił do domu.

Po powrocie taty do domu życie wyglądało prawie jak zwykle. Rodzice byli tak zestresowani wygraną, że przez pierwsze tygodnie nie wydali z niej ani złotówki. Osobiście uważam, że było to bardzo rozsądne posunięcie, pozwoliło bowiem całej naszej rodzinie ochłonąć. Po kilku tygodniach zastanawiania się nadszedł czas, żeby podjąć decyzję co dalej.

Każdy z nas miał jakieś marzenia. Tata marzył o tym, żeby porzucić pracę i stać się kim bardzo ważnym, kimś, kogo będą wszyscy szanowali. Poza tym tata zawsze marzył o własnym domu z ogródkiem, psie rasowym oraz telewizorze plazmowym na pół ściany.

Mama zawsze marzyła, żeby być piękna. Oczywiście nie była brzydką kobietą, jako nasza mama, jednak lata wychowywania dzieci i męża zrobiły swoje. Mama chciała pojechać sobie do SPA i wypięknieć, a poza tym nie chciała już nigdy więcej gotować nam obiadów co oznaczało, że warto by zatrudnić gosposię.

Ja miałam stosunkowo rozsądne pragnienia. Chciałam, żeby tata kupił najpiękniejszy samochód i żeby wszyscy nam go zazdrościli. Poza tym chciałam sobie kupić najfajniejsze ciuchy w najbardziej markowych sklepach w najlepszym centrum handlowym. Zastanawiałam się także czy dałoby się jakoś kupić maturę? Ale ta brzydka myśl szybko uciekła. Skoro mam miliony, to po co mi matura?

Kolejny odcinek: Plan działania, czyli jak umiejętnie wydać miliony.

18:21, anmira555
Link Komentarze (14) »

I jeszcze raz o tym jak tata odbierał wygraną.

Jak się okazało wygrana była całkiem przyzwoita, tzn. było to kilka milionów. Od dnia wygranej kupon lotto był najpilniej strzeżonym dokumentem w rodzinie. Teczka z kuponem leżała pod łóżkiem rodziców. Kilka dni rodzice obmyślali jak odebrać nagrodę, żeby to było całkowicie bezpieczne i żeby nikt się nie domyślił. My, czyli dzieci mieliśmy bezwzględny nakaz milczenia pod rygorem wydziedziczenia. W każdym razie myślę, że wszyscy znajomi z pracy taty z pewnością zauważyli,że jest z nim coś nie tak, choć chyba raczej nikt nie powiązał tego z milionem. Tata był cały czas rozgorączkowany i rozkojarzony, nie dało się z nim nawiązać żadnej normalnej rozmowy. Po kilku dniach szef wezwał go na rozmowę i zapytał się czy mój tata ma jakieś problemy rodzinne. Zaoferował mu nawet kilka dni urlopu na regeneracje sił. Tata bardzo przeżył tę rozmowę, bo pomyślał, że szef domyśla się, że to on wygrał milion. O wygranej napisała bowiem lokalna prasa, a wścibscy sąsiedzi zaczęli się nawzajem podglądać, zastanawiając się u kogo mogła paść ta wygrana. Tak więc tata zestresował się jeszcze bardziej, dostał 40 stopniowej gorączki i wtedy już naprawdę musiał pójść na przymusowe zwolnienie lekarskie.

Rodzice obmyślili bardzo przebiegły plan. Następnego dnia po losowaniu mama poszła do sklepu i kupiła używany telefon i dwie nowe karty. Chodziło o to, żeby dzwonić tylko z nowych numerów telefonów, aby jakiś złodziej nas nie zidentyfikował. Telefonów nie kupiła jednak w naszym rodzinnym mieście, lecz w miasteczku położonym 60 kilometrów od nas. Wtedy z tego telefonu tata zadzwonił pod właściwe numery telefonów, żeby dowiedzieć się, jak odebrać nagrodę. Okazało się, że nagrodę należy odebrać we właściwym Oddziale. Rodzice zastanawiali się jak to zrobić, jak dojechać do Oddziału tak, żeby nas nikt nie rozpoznał. Padła pierwsza myśl- taksówka . Ale potem kontra myśl - taksówkarze pewnie mają kontakty z mafią, wystarczy, że usłyszą adres i już dadzą cynka. Po wyjściu z oddziału wsiadamy do taksówki, a ona już nas wiezie do pobliskiego lasu gdzie czeka lokalny mafioso z bronią i wykopanym grobem. Ja uważałam, że ta wizja jest nieco przesadzona, mój tato miał jednak zawsze bardzo bujną wyobraźnię. W każdym razie doszliśmy do wniosku że najlepiej wyglądać bardzo pospolicie. Jednak na wszelki wypadek mama założyła nieużywany wcześniej płaszcz w szarym kolorze, a tata stary sweter. Do Oddziału rodzice podjechali własnym mizernie wyglądającym samochodem.

Niestety podczas odbioru nagrody mnie nie było i nie wiem jak dokładnie wyglądały formalności. Rodzice nie mieli potem zbytniej ochoty rozmawiać, tata był cały czas bardzo chory a mama nigdy nie była zbytnio rozmowna. Wiem, że sieroty nic nie dostały, za to Skarb Państwa wziął sobie sam i to aż 10 procent nagrody tytułem podatku. Nikt nas nie okradł, nikt nie napadł, a pieniądze w wysokości ładnych kilku milionów po kilku dniach od losowania znalazły się na nowo założonym koncie.

Kolejny odcinek: Jak wyglądały nasze pierwsze tygodnie od czasu odbioru nagrody.

09:59, anmira555
Link Komentarze (17) »
środa, 05 listopada 2008

Jak tatulek odbierał wygraną w totolotka i jak nie podarował miliona na sieroty.

Spać nie mogłam prawie całą noc. Cały czas zastanawiałam się, jak wysoka może to być wygrana, czy tylko kilkadziesiąt tysięcy, czy parę milionów. Kumulacja to chyba żadna nie była, bo bym przecież słyszała. A tutaj żadnych kolejek do kolektur. Tak więc, aż taka wysoka nie może być.

Drugą część nocy spędziłam na zastanawianiu się na co przeznaczyć możemy nasze miliony.

No więc doszłam do wniosku, że jeżeli wygrana będzie w granicach miliona, to trzeba ją będzie przeznaczyć na najpilniejsze wydatki, a jeżeli trochę wyższa, to już będzie można trochę poszaleć. Potem zaczęłam się zastanawiać jakie to by były te najpilniejsze wydatki. Mamy do spłacenia parę kredytów, jeden na lodówkę, drugi wakacyjny. Poza tym trzeba by kupić jakiś fajny samochód. Bo skoro się wygrało przynajmniej milion to chociaż część tej kwoty trzeba wydać na samochód. Inaczej nie wypada. Z drugiej strony jak kupimy nowy samochód, to chyba każdy go zauważy i będzie się zastanawiał skąd mamy na to kasę. Myślę, że ludzie mogą się domyślić, przecież każdy wie w tej małej miejscowości gdzie pracuje mój ojciec i że generalnie nie jesteśmy najzamożniejsi. To skąd wzięlibyśmy pieniądze na takie nowe auto? Tak więc wydanie tych wygranych pieniędzy, nawet tego miliona, to nie będzie taka łatwa sprawa. Ale skoro mamy się kamuflować to jaka będzie przyjemność z wydania miliona? Przecież przychodzą do nas goście i zobaczą, że kupiliśmy na przykład nowy telewizor. Potem, przyszła mi jeszcze myśl do głowy na temat sierot. Słyszałam, że podczas odbioru nagrody trzeba się zadeklarować ile z tej kwoty trzeba wydać na cele charytatywne. Ale skąd człowiek ma wiedzieć, który z tych celów jest dobry a który podstawiony. Może działacze organizacji charytatywnych mają swoje wtyki w lotto i za łapówki podstawiają swoje organizacji do nagrody. Wiecie oszołomiony człowiek może dać lekką ręką nawet milion, skoro ma 10 razy tyle. A przecież mógłby sam wydać tę kwotę znacznie rozsądniej.

Tak więc doszłam do wniosku, że nie warto dawać pieniędzy na sieroty, poza tym z tego miliona może nam nawet nie wystarczyć na podstawowe potrzeby o których marzymy.

Mój tato miał pewnie tak jak ja równie bezsenną noc, bo doszedł do tego samego wniosku i na cel charytatywny nie podarował nawet złotówki.

Obecnie bardzo mi wstyd i za siebie i za tatę.

Kolejny odcinek:  I jeszcze raz o tym jak tata odbierał wygraną.

22:47, anmira555
Link Komentarze (2) »
 

Jak tata zareagował na wygraną w totka a jak zareagowała reszta rodziny?

Pewnie każdy z Was zastanawiał się, jak zareagowałby gdyby dowiedział się o tym, że wygrał 10 milionów złotych w totolotka. Czy zacząłby skakać z radości, czy popłakałby się, a może dostałby ataku serca?

Opowiem krótko jak wyglądało to u nas.

Tato oglądał z piwkiem w ręku TV. Leciał jakiś film typu megahit albo jakoś tak. W środku filmu jest przerwa na losowanie. Tata bierze kartkę, kupon i coś tam notuje. Nikt z rodziny nie zwraca uwagi. Mama czyta „Życie na gorąco”, siostra pika w komórkę, brat gdzieś wyszedł z kumplami. Ja się nudzę, tzn uczę się do matury, którą z polskiego zdam zresztą na mierny, jak już pewnie wiecie...

Nagle znad fotela słychać głos taty i pada zdanie, które pomimo pewnej niecenzuralności muszę zacytować:

„Ja kurna pierdolę...”

Matka na to, „co się stało, piwo wylałeś? Myślisz, że znowu będę sprzątała, sam posprzątasz, uważaj że człowieku” .Rzeczywiście piwo rozlane na podłodze.

Tato na to: ” w totka trafiłem”.

Matka:

„a co trójka czy czwórka jest? Choćby ci się zwróciło za te twoje ostatnie gry, na nowe buty nie mam, a ty tylko grasz i grasz i piwo pijesz”.

Tatko: „nie żona, ja szóstkę trafiłem, chyba, że mi się przywidziało, może sama sprawdź”

Matka: Chyba cię porąbało, pokaż.

Matka patrzy, jakieś kilka minut patrzy i patrzy, wreszcie ja się odzywam.

„Tata sobie jakieś jaja robi czy jak?”

Patrze na tatę, patrze na mamę, a oni jakby pijani, matka usiadła i powtarza : nie wierze nie wierze to chyba żart jakiś, ja chyba śnię, pijana jestem.

No i matka tak bredzi i bredzi, wreszcie ja chcę wziąć kupon, a matka nagle drze się na mnie:

nie dotykaj, bo jeszcze piwem pobrudzisz, nie dotykaj tego, muszę to schować, żeby nikt nie ukradł, gdzie to schować, może do szafy, może pod łożko, Tomek ( to do taty) powiedz coś, Tomek, bo ja zwariuję, chyba muszę wziąć coś na uspokojenie, bo jest mi nie dobrze, ja się wykończę, wy mnie wykończycie wszyscy, nie dajecie mi się wyspać, teraz jeszcze ta szóstka.

Matka tak gada przez jakieś 10 minut potem każe nikomu nic nie mówić, żeby kuponu nie ukradli.

No i tak wyglądała pierwsza reakcja rodziców. Chyba tak w miarę normalnie, tzn. tak jak by sobie można to wyobrazić w przeciętnej rodzinie. Potem już nie było tak normalnie, zwłaszcza późniejsza historia z odbiorem wygranej jest moim zdaniem nie do pobicia, ale to był dopiero początek tego wszystkiego zwariowanego co zaczęło się w moim życiu już następnego poranka.

kolejna część: Jak tatulek odbierał wygraną w totolotka i jak nie podarował miliona na sieroty.

20:04, anmira555
Link Komentarze (7) »
wtorek, 04 listopada 2008
 

Teraz Wam opowiem dlaczego mój ojciec grał namiętnie w totolotka.

Mój ojciec grał w totolotka odkąd pamiętam. Wynikało to zapewne z poczucia pokrzywdzenia, które sięga jego dalekiego dzieciństwa. Rodzice taty, a moi dziadkowie rozwiedli się. W tamtych czasach prawie nie było rozwodów ( nie to co dzisiaj), więc rozwód był sytuacją nadzwyczajną i szeroko komentowaną w środowisku. Mój dziadek ożenił się z 10 lat młodszą kobietą, natomiast babcia także jakoś sobie poradziła i udało jej się szczęśliwie zakochać po raz drugi. Zarówno babcia jak i dziadek mieli z drugiego małżeństwa dwójkę dzieci. Mój tato ojczyma lubił, ale nie był to jednak jego własny ojciec. Rodzony ojciec za to ograniczał swój obowiązek do płacenia alimentów i odwiedzania syna raz na rok. Toteż tato czuł się zawsze gorszy od przyrodniego rodzeństwa. Oni mieli swoją mamę i tatę a on „Pół” ojca i „Pół” ojczyma. W każdym razie rodzony ojciec taty obiecał mojemu tacie mieszkanie. Miała to być rekompensata dla taty ułatwiająca mu start w dalsze życie. Niestety dziadek mieszkania nie kupił, a co gorsza nagle zmarł. I potem okazało się, że tata zostawił testament, w którym cały majątek zapisał żonie i dwójce kolejnych dzieci, a o synu z pierwszego małżeństwa jakoś mu się zapomniało. Ja myślę, że było tak, że dziadek na prawdę chciał kupić tacie to mieszkanie, a na żonę i dzieci zrobił testament na wszelki wypadek. No i po prostu nie zdążył wszystkich formalności załatwić, bowiem zmarł nagle i niespodziewanie.

Znajomi prawicy podobno doradzali tacie, żeby upomniał się o tak zwany zachowek. Tata jednak urażony machnął na to ręką i żył przez następne 30 lat z poczuciem głębokiego pokrzywdzenia. Tato stwierdził, że sam się wszystkiego w życiu dorobi, chociaż jest teraz bardzo biedny. W każdym razie była w tym pewna sprzeczność, bo jak pisałam powyżej, mój tata był zarówno bardzo ambitny jak i jednocześnie bardzo leniwy. Skoro jednak postanowił się w życiu dorobić, to próbował zrobić to chyba najprostszym sposobem, czyli grą w totolotka. Swoje szczęście starał się złapać przynajmniej 2 razy w tygodniu. Kilka razy udało mu się trafić parę szczęśliwych liczb, jednak nie były to imponujące wygrane, myślę, że gdyby podliczyć to co wydał na zakłady i to co wygrał, niestety wyszło by na niekorzyść domowego budżetu.

Tata, jak każdy rasowy gracz, miał swój system. Niestety nie potrafię go przytoczyć,może dlatego, że opowiadał o nim tysiące razy, więc nigdy go nie zapamiętałam.

 

19:09, anmira555
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 listopada 2008
 

Na początek przedstawię się.

Mam na imię Ewelina.

Tak to już jest, że wiele blogów tutaj jest fikcyjnych tzn. jest prowadzonych przez osoby, które wymyślają jakieś historie które nie miały miejsca. U mnie jest na odwrót. Moje konto jest fikcyjne tzn stworzone tak, aby nikt nie odkrył mojego prawdziwego imienia ani miejsca z którego pochodzę. Za to historia którą opisuję jest całkowicie autentyczna. Niestety nie mam wielkiego talentu do pisania, na szczęście udało mi się zdać maturę, jednak z polskiego miałam zaledwie mierny, natomiast jakoś dostałam się na mało popularne studia i dzięki temu zdobędę, mam nadzieje, jakieś większe umiejętności w zakresie wysławiania się. Nie mieszkam obecnie już w moim rodzinnym mieście ( a dokładnie 400 km dalej), tak więc jestem tutaj w miarę zakamuflowana i generalnie tak ma  być.

W każdym razie będę pisać w miarę krótko, żeby nie przynudzać.

Mój ojciec wygrał kasę w totolotka. Było to mniej niż maksymalna wygrana, ale więcej niż minimalna, w każdym razie trochę pieniążków to było. Blog, który zamierzam tutaj napisać będzie o tym, co się stało dalej z moją rodziną po odebraniu wygranej oraz o tym, co moja rodzina zrobiła z wygranymi pieniędzmi.

 Mam nadzieję, że będzie to ciekawa opowieść. Przecież chyba każdy z nas marzy o jakiejś milionowej wygranej, która ma zmienić całe nasze życie. Nam się ta sytuacja w życiu przytrafiła dlatego postanowiłam się podzielić z Wami tym fragmentem mojego życia.

Najpierw opowiem Wam o moim tacie. Z charakteru określiłabym go jako leniwego szczęściarza, tzn. człowieka, który nie przemęczając się szczególnie, otrzymywał zawsze w życiu to co chciał.

Mój tata nawet żeniąc sie z moją mamą miał wielkie szczęście. Mama bowiem zawsze była kobietą bardzo zaradną i zapobiegliwą, a ponadto umiała dobrze gotować, co można bez trudu zauważyć na nieco obszernym brzuchu taty.

Tata jednak kojarzy mi się zawsze bardzo pozytywnie. Jak na typowego polskiego tatę spisywał się zawsze bardzo dobrze, podobno jak byłyśmy małe to nas nawet kąpał i przewijał,a poza tym bawił się z nami kiedy tylko z bratem i siostrą chcieliśmy. Teraz myślę, że mój tata po prostu nigdy nie wyrósł z zabawek, a nasze klocki i żołnierzyki sprawiały mu po prostu tyle samo frajdy co nam.

Mój tata przez ostatnie lata pracował jako urzędnik w miejscowym urzędzie gminy na stanowisku nie wymagającym szczególnego zaangażowania. W każdym razie bardzo dobrze udawał, że się zna na tym co robi, a jako że nikt nie miał za bardzo czasu tego weryfikować, tak też przepracował tam ostatnie 12 lat, kiedy to rzucił pracę na rzecz wydawania wygranych pieniędzy.

Dodam jeszcze, żebyście mieli właściwe wyobrażenie o moim tacie, że mój tata nigdy nie skończył studiów za to zdał maturę z oceną bardzo dobrą, z czego był szczególnie dumny.

Moja mama za to skończyła szkołę zawodową, jest z zawodu krawcową, nigdy jednak zawodowo nie pracowała, ponieważ wychowywała dzieci, czyli nas. Osobiście jednak uważam, że moja mama miała zawsze o wiele bardziej poukładane w głowie niż mój tata. Gdyby skończyła studia to byłaby z pewnością genialnym ekonomistą.

Na koniec jeszcze dodam, że mam o rok starszego brata i o dwa lata młodszą siostrę.

16:20, anmira555
Link Komentarze (8) »